Przeminęła. Zostawiła nas z rozgrzebanymi wnętrznościami. Jak zawsze bezwzględnie bezlitosna myślała, że naprawi wszystko co złe w czasie tych kilku momentów, gdy umierające liście opadały na naszą codzienną drogę. Kilka tych słonecznych kolorów miało zapełnić pustkę po niestrawnym lecie. Rutynowo poranki robiły się coraz zimniejsze, my zakładaliśmy na siebie coraz więcej, tracąc przy tym każdego dnia ostatnie blaski letniego słońca. Autobus czasem nie przyjeżdżał na czas a świadomość codziennych obowiązków paraliżowała wszech nieobecny już spokój. Odkąd nadinterpretacja świata pojawiła się w moim życiu wraz z zagadką swojej osoby i swojego miejsca w tym całym bałaganie zrozumiałem, że największą nienawiść mogę żywić właśnie do jesieni. Za wszystko to co systematycznie powtarza się co roku, za każdy nałóg, za każde wyczerpanie myśli, pozbawienie nadziei i siły, za uporczywe spojrzenia, za długotrwałe wymuszone początki, za naciąganą mobilizacje i za sztuczność którą dostajemy w prezencie. Za wszystko tylko tylko nie za podjęte decyzje...
Długość wieczorów zmusza do masochistycznego gwałcenia swoich myśli. Snucia przyszłości, rozkopywania przeszłości. Noce jak starzy pisarze piszą niesamowite scenariusze. Scenariusze, które o poranku zawsze nie mają już najmniejszego sensu. Czasem jednak ten niesforny głos, który chcąc nie chcąc towarzyszy nam przez całe życie, dyktuje słowa, które podobnie jak te wybazgrane w głowie scenariusze po jakimś czasie nie mają już najmniejszego sensu.
Dokonujemy poważnych decyzji, nic bowiem nie dzieje się w życiu bez przyczyny, bez powodów i przyszłych skutków, tym bardziej jesienią, gdy nasze serce tak bardzo wygrywa w walce z niepojętym rozumem. Ogrom uczuć mimo, że ukrywany wypełnia każdego z nas tak samo. Artyści dostają nadprzyrodzonej weny, a przeciętność ulatuje gdzieś w niepamięć wraz z wiatrem, który zawsze mnie paraliżuje nocą.Od jesieni w życiu dużo się zmienia. Rozpoczyna się kolejny etap, czujesz że zaczynasz od nowa. Tworzysz sobie nowy wyidealizowany plan na najbliższe miesiące, by kolejny raz łudzić się, że zdołasz nie zwariować. Potem przychodzi zima i powinniśmy zamarzać jak co roku. Obumierać wraz z naturą i czekać na wiosenne zmartwychwstanie. Tym razem jednak było zupełnie inaczej...
Ktoś, kto pojawił się przypadkiem w moim życiu, zostawała coraz częściej coraz dłużej aż nagle przerwał schemat mojego powolnego egzystowania w beznadziei. Wszystko obróciło się do góry nogami. Skleiło resztki tak dawno zapomniane. Zdawać by się mogło, że wydostałem się z tej nieznanej wszystkim ciemnej strony księżyca, zdaje się, że niekończąca droga w dół miała boczne ujście. Zdaje się, że nadszedł czas na to by zaczerpnąć szczęścia, by poczuć jak to jest budzić się w pełni sił, mimo że sen nie trwał zbyt długo, mimo że sny nie rozpieszczały naszych nocy. Dawkowanie szczęścia za każdym razem, gdy mogę poczuć to ciepłe spojrzenie, by potem znowu uciec do siebie, zakopać się w tonie codziennych nieważnych już spraw i wyczekiwać momentu następnego spotkania. Toczące się dalej życie już nie jest tak samo bezwartościowe jak jeszcze kilka dni wcześniej. Zima nie wydaje się już taka chłodna jak zawsze. Tylko czas zdaje się nieprzerwanie wariować. Czasem zbyt krótkie niesamotne momenty, którymi nigdy nie zdołam się nacieszyć a czasem długie niekończące się noce z rozpaczliwym pragnieniem tego jedynego towarzystwa bez względu na wszelkie pojawiające się obawy.
Nagle któregoś poranka, który nie zapowiedział się wcześniej niczym specjalnym ... Staje się. Bez wcześniejszego przygotowania, bez sugerowanej reakcji. Budzisz się i zdajesz sobie sprawę, że nie ma już nic ważniejszego, że już nic nie skupia tak bacznej uwagi poza tą jedyną osobą.Wiesz, że runąłeś każdą swoją najmniejszą częścią runąłeś przyznając się przed samym sobą dając zatopić się i bezgranicznie pochłonąć uczuciom. Nie wyobrażając sobie jak wyglądało, życie latem gdy duchota nie pozwalała zasnąć. Nawet jesień wydaje się być za mgłą. Nie pamiętam już za wiele szczegółów wiem, że zdążyłem je zapisać w tych kilku smutnych słowach, ale myślę, że nie warto już do nich zaglądać.Zostawmy w spokoju przeszłość, która zbyt często miesza się w naszej teraźniejszości. Odetnijmy się od tego co było kiedyś, gdy nie zawsze wszystko było zrozumiałe i i tak lekkie jak teraz. Tkwimy w środku zimy, która zawsze powodowała zaczerwienienia na naszych twarzach, która zawsze bezlitośnie odmrażała nasze dłonie. Doprowadzała do szaleństwa i do gryzącej tęsknoty za słońcem za wiosną za beztroskim majem. Teraz pierwszy raz mógłbym pozostać nawet w niekończącej się zimie mógłbym przeklinać obecność chłodu i nie zgadzać się z krótkim dniem to i tak nie ma już najmniejszego znaczenia. Teraz pora roku, temperatura godziny wschodu i zachodu słońca, i niekończące się przewidywania wszystkich wyszukanych niezbędnych wręcz specjalistów nie wnoszą już nic do mojego dnia codziennego. Teraz liczy się już tylko jedno …