1 mar 2015

0103


Słowa pisane nocą bez wstydu opuszczają przemęczoną głowę. Przenikają w formę plastikowych klawiszy, zagłuszając ledwo drżący dźwięk skrzypiec z głośników. 
Dudniące z pustego łóżka echo, które pamięta jeszcze zbyt dobrze ostatni sen. 
... Spadałem znowu spadałem. Skrępowany pozbawiony zmysłów niesiony przez ciemność. Bez końca w przytłoczeniu szybko a jednak niewyobrażalnie długo. Przyodziany w lęk, wszystkie nieprzyjemności i gorzkość mknąłem aż do nędznego przebudzenia. Nieustające nieprzyzwyczajenie do przedwczesnych poranków w środku nocy. I jedyna nadzieja opierająca się na zapełnionym po brzegi ulubionym kubku, banalnej świeżo zmielonej kawy...

Cisza przerwała frustracje. 

Rozprzestrzeniający się stęskniony zapach. Bodźce uderzające bez uprzedzenia. Szybki łyk herbaty i niezakodowane spojrzenie na godzinę. 

Duszność. 
Skrajność. 
Ciemność.

Wspomnienia zapierające dech w piersiach.
Pojawiająca się znikąd niezliczona ilość dreszczy. Szczegółowe powracanie do momentów z przed chwili. Niczym chaotyczne otwieranie tyle co przeczytanej książki. Niedowierzanie? Rozdygotane serce i przyśpieszony puls. Starania przed przedwczesnym rozpadnięciem się w środku tygodnia.

Bezdech.
Zmęczenie.
Osłupienie.

Pełne wyczekiwań wyjazdy. Długie drogi zapamiętane na pamięć. Mijane szyldy i znaki wciąż te same. Niezmienne. 
Bilbordy, reklamy i drobiazgi. Zabiegani ludzie i mijane rozpędzone donikąd samochody. Noce i nierzadko poranki. Brzaski słońca i coraz późniejsze zachody nad horyzontem wysokich dachów. 
Odjazdy i niechciane przymusowe powroty. 
Czasem napotykane latarnie zdają się coś mówić. Rażąc swym blaskiem skupiają cała uwagę. Prowokując do nieprzyzwoitego myślenia. Zwalniają i odrywają wszystko czego jeszcze dotychczas nie poznaliśmy.

Niepewność.
Tęsknota.
Spełnienie. 

Przedostający się zapach spalin. Zaparowane okna. Jazgoczący ludzi wokoło. 
Trwające podniecenie i nagła styczność z powrotem. Zderzenie i niepokojąca myśl o jutrzejszej rutynie. 
,, Jedyną i najgorszą częścią każdego lotu jest fakt, że w końcu trzeba wylądować na tym pieprzonym świecie. ,, 
Tak więc jedynym pretekstem do przetrwania w całodniowych momentach samotnej pustki, jest zaplanowanie kolejnego długiego lotu. Odrywającego choć na chwilę. By móc pozostawić za sobą wszystko, by skosztować raz jeszcze smaku szczęścia.  



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz