Ziemia mieniła się tysiącem drobnych lśniących kryształków, z nieba powolnie spadały niepewne płatki śniegu. Kostniały palce a z oddali w świetle lamp było widać tylko wydychane powietrze. Obok domu w opustoszałym przerzedzonym lesie zatrzymały się znowu dwie drobne lanie. Aura jaka utrzymywała się w powietrzu była wyczuwalna przez wszystkich. Mimo to nikt do końca nie zdawał sobie sprawy co takiego może się dziać, ale każdy wtedy był wstanie wyrwać sobie głowę by choć na chwile przestać myśleć.
Po śladach wydeptanych w śniegu orientowałem się ze przede mną tez ktoś tu błądził. Może podobnie jak ja uciekł by znowu nie zostać zgniecionym przez samotne ściany. Tylko tu glosy przestawał gonić a reszta świata zdawała się wyłączać z każdym następnym krokiem. Błędne krążenie jest jedynym lekarstwem na niedziele. Dzień w którym nigdy do końca nie wiadomo o co chodzi. Zawsze zbyt krotki a jednocześnie nieznośnie się ciągnący. Dzień w którym mijając ludzi widzisz ich sztuczne emocje wymalowane przez pomyłkę. Najwidoczniej w całej doskonałości tygodnia jeden dzień musiał wyjść przez pomyłkę.
Wracając z powrotem mijając znowu ta sama ledwo świecąca latarnie nie wiedziałem czy gorszym uczuciem jest zamarznięcie całego ciała czy kolejne rozczarowanie tylko właściwie rozczarowałem się na kimś czy na samym sobie bo przecież kolejny raz oddałem stery nad sobą nieokrzesanym emocja i uczucia.
W dobrze znanym już pokoju znowu rozeszły się znajome dźwięki nevermind a dłonie rozgrzewał zgrabny kubek a w nim ulubiony smak zielonej herbaty. Znowu trafiłem w to samo miejsce a beznadzieja kolejny raz pogwałciła moje myśli .
Po śladach wydeptanych w śniegu orientowałem się ze przede mną tez ktoś tu błądził. Może podobnie jak ja uciekł by znowu nie zostać zgniecionym przez samotne ściany. Tylko tu glosy przestawał gonić a reszta świata zdawała się wyłączać z każdym następnym krokiem. Błędne krążenie jest jedynym lekarstwem na niedziele. Dzień w którym nigdy do końca nie wiadomo o co chodzi. Zawsze zbyt krotki a jednocześnie nieznośnie się ciągnący. Dzień w którym mijając ludzi widzisz ich sztuczne emocje wymalowane przez pomyłkę. Najwidoczniej w całej doskonałości tygodnia jeden dzień musiał wyjść przez pomyłkę.
Wracając z powrotem mijając znowu ta sama ledwo świecąca latarnie nie wiedziałem czy gorszym uczuciem jest zamarznięcie całego ciała czy kolejne rozczarowanie tylko właściwie rozczarowałem się na kimś czy na samym sobie bo przecież kolejny raz oddałem stery nad sobą nieokrzesanym emocja i uczucia.
W dobrze znanym już pokoju znowu rozeszły się znajome dźwięki nevermind a dłonie rozgrzewał zgrabny kubek a w nim ulubiony smak zielonej herbaty. Znowu trafiłem w to samo miejsce a beznadzieja kolejny raz pogwałciła moje myśli .
Krótki wpis, dużo mający w sobie .
OdpowiedzUsuńHerbata, 4 ściany, myśli...
dokładnie tak
UsuńDobry wpis zresztą jak wszystkie ;D
OdpowiedzUsuńdziękuję ;)
UsuńMat kurcze, poraz kolejny wpis oddaje dokładnie to co czuję, to jest niesamowite...
OdpowiedzUsuńTak nawet bardzo : )
Usuńcudowne.
OdpowiedzUsuńDzięki ;)
Usuń