Czuje się jak bym przespał kilka ostatnich tygodni i nagle obudził się w centrum wiosny. Pamiętam kilka przełomowych wiosen, pamiętam kilka specyficznych wiosennych momentów, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz czułem się jak wariat pochłaniający wszystko co nagle budzi się do życia. Gdzieś wewnątrz siebie poczułem małe szczęście, które być może ma potencjał zostać we mnie za zawsze. Mimo pozytywnie nabranego oddechu nie czuje jednak przysłowiowej ulgi. Tkwi we mnie ochota na drobne zmiany. To chyba jeden z mich największych problemów chęć ciągłych zmian w obawie przed rutyną i niepożądanym przyzwyczajeniem. Choć kto z nas lubi tkwić w miejscu i kto z nas może pozwolić sobie na tkwienie w nim. Przecież świat pędzi z zawrotną prędkością a my gonimy go w osłupieniu. Najgorzej jednak jest zatrzymać się ten pierwszy raz. Szok który zacznie dominować nie pozwala na dogonienie czegokolwiek, więc czasem może lepiej płynąć z narzuconym nurtem. Albo oderwać się od niego raz na zawsze. Alternatywa jest jak zawsze. Podjęcie decyzji zależy od nas, zresztą jak ostatnimi czasy wszystko.
Dzień zrobili nam dłuższy a co za tym idzie drobiazgowe nocne myśli przychodzą jeszcze później. Jednak to nie zmianie tego, że sen wciąż za mną goni. Wystarczy na dłuższą chwilę zamknąć oczy a z powiek już zaczyna spływać sen.
better than the fucking best heaven
OdpowiedzUsuń♥
UsuńWiosna budzi do życia.Czasem warto rzucić się w ten wir ,bo wtedy otrzymujemy najwięcej.Nie myśląc,nie zastanawiając się nad sensem wydarzeń.Chłoniemy każdy kolejny dzień,który został nam dany;]
OdpowiedzUsuń