1 gru 2014

#20



 Zimno przeszywało tak bardzo, że zaczerwienione zdrętwiałe dłonie przestały okazywać jakiekolwiek ciepło. Rozdygotane ciało nieogrzane i niezadbane.  Powietrze ani drgnęło. Kruchy szron rozprzestrzeniał się wszędzie gdzie tylko wzrok mógł dojrzeć. Z ust umykał dym w dłoni dogasał papieros a posmak porannej gorzkiej kawy pobudzał kubki smakowe. W uszach bezpieczny dźwięk dobrze znanej piosenki, idealnie wpisującej się w zaczynająca się zimową aurę. Przyśpieszone kroki rozszarpujące przyćmioną poranną mgłę. Spieszył się choć sam nie wiem gdzie przecież już od dawna nie ma gdzie uciec.
W nocy gdy znowu nie potrafił spać, kolejny raz do głowy przyszłaś mu Ty i w właściwie nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie zastanowienie. Zastanowienie nie może istnieć jeśli mówimy o uczuciach, uczucia nie mogą istnieć jeśli nie uwzględnimy łez...
Zbyt krótko to wszystko trwało by mogło wpisać się gdziekolwiek oprócz wspomnień, które niestety nigdy nie zawodzą. Grudniowe dni nie zapowiadają się nadzwyczajnie, choć nie wypada wywoływać zbyt wcześnie rutyny. To ona ogarnęła posępne twarze ludzi, których przyszło nam mijać każdego dnia.
Wiele razy widziałem już te twarze tak przesadnie przemęczone. Spojrzenia pełne smutku i pustki. Wyryte najokropniejsze chwile i nieskończona ilość niespełnionych marzeń. Długie nieprzespane noce zapisane w oczodołach. Oczy, w które pewnie już nie raz zaglądała śmierć. Pełne przygnębienia i bólu mimo z pozoru pozytywnego grymasu, wpisanego w rutynę dnia codziennego. Kilka zmarszczek w okolicach zdewastowanych ust, od niekontrolowanego śmiechu, którego przecież było zbyt mało. Teraz już używane tylko do krótkich niezmieniających nic wypowiedzi.
Puste słowa, bez namysłu rzucane do ludzi, które mają zapewnić spokój. Odbijane tak szybko jak tylko zdążą się wydostać. Bez namysłu. Niekontrolowane odruchy zdenerwowania, dygoczące ręce i płytki oddech. Poobgryzane paznokcie i liczne blizny niczym zapis pewnie już zapomnianego dzieciństwa. Zamaskowane wszystkie uczucia ulatujące gdzieś w niezadbanych niedociągnięciach. Warsztat aktorski chyba nigdy do końca nie będzie perfekcyjny. W niektórych momentach każdy się potyka pokazując jak jest na prawdę.
Długie chwile milczenia tak bardzo nieprzyjemne. Przeszywające każdy centymetr opustoszałego ciała, z którego świat zdołał wyssać już wszystko nie pozostawiając nic co mogło by dać choć chwilę szczęścia. Tak wygląda rutyna. Gdy choć raz przyznamy się przed sobą, że nas ogarnęła już nigdy nas nie opuści, a my już nigdy nie odetchniemy prawdziwym niestłamszonym powietrzem. Nic oprócz przyzwyczajenia tak bardzo nie boli niż brak jakiegokolwiek sensu.
Podnosząc się rano z łóżka przecierając zaspane oczy czujemy jeszcze jakikolwiek sens?





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz