2 mar 2016

0302




Porankiem próbując stworzyć swoje odbicie. Upijając łyk gorzkiej kawy.
Para pasie się na szybie. Nocna zgaga ślizga się w przełyku. Siniak na wysokości kolana.
Niepoprawnie rozsupłane myśli.
Dudnią w głowie. 

Porankiem przedzierając się przez mgłę zgorzkniałych nocnych myśli. Mijając niedopite słowa dnia wczorajszego. Podrygi promienni słońca próbują wskrzesić podupadły świat.
Mijając trupów na ulicy.
Gapiąc się w ich paskudne oczy wypełnione tak bardzo nicością. Łapiąc wdech otaczających spalin. Czuć woń gnijącego świata.
Czarna chmura zamaszyście zakryła światło. Krok za krokiem.
Podniszczone podeszwy szurają po wymalowanym przez dzieci chodniku. Krok za krokiem. Rozdeptując rozmyte serce.
Ciemno. 

Tętent głucho roznosi się po parku. Ktoś tuż obok ociera wyschnięte dłonie. Zmarznięte  doszczętnie pozbawione życia.
Myśli niewidoczne w kłębach dymu. Mijające się duchy podtrzymywane na siłę gotówką. Pusta ławka zrzuca znów swój kolor. Tonie pośród przegniłych liści. Głód poranku.
Lecz niedopałki gdzieś pewnie ciągle się tlą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz