29 maj 2016

2905

Dziś prawie kończy się maj a wraz z nim kończy się,dla pewnej bardzo ważnej osoby dla mnie, pewien etap w życiu. Żadna ilości słów nie wyrazi smutku i współczucia, które obecnie wypełnia moje serce …



 Banalne życie wykrusza się w każdej chwili. Niepokój dni opływa nam krwiobieg. Przyjemność zdaje się nie istnieć a pozytywna aura uleciała wraz z ostatnią deklaracją.
Nie minęła zima, nie rozpoczęła się wiosna jesień trwała zbyt długo. Obumarło wszystko i nic co znane się nie odrodziło. Melancholia stała się składem tlenu a słońce nigdy nie było tak nieobecne. Smutek zaglądał z każdego zakątka a porozrzucane nieprzypadkowe rzeczy sprawiały, że tęsknota uniemożliwiała dalszej egzystencji. Sen spędzony z powiek i niekończące się znużenie. Najprościej opisane ostatnie kilka miesięcy przemijania.



Wyjechać. Wyjechać i porzucić wszystko. Wyrwać swoje wrośnięte korzenie z dobrze znanego już życia. Przesadzić swoją duszę w miejsce, w którym jeszcze nas nie było. W którym możemy stać się kimś nowym. Zatracić się w nowych wschodach słońca. Odżywiać nowym nietoksycznym powietrzem. Kosztować i próbować nowego nieznanego i zakazanego. Wpaść w wir spontaniczności rozkładając ramiona ku losowi.
Spojrzeć otwarcie w swoje zmęczone oczy. Odpowiedzieć na pytania, na które zawsze brakowało nam odwagi.
W nowych miejscach mamy tą piękną i niepowtarzalną możliwość porzucenia swojego dotychczasowego przerośniętego balastu. W skrajnych wiosennych przypadkach możemy zorganizować pogrzeb swojego nieszczęśliwego zgnitego serca. Wychodzimy z niekomfortowego kokonu melancholii, porzucamy go na szaro brunatnym górzystym wybrzeżu a rozwścieczone fale, rozbijają go na miliony nic nieważnych drobinek.
Słońce spieka nasze blade policzka a w organizmie pojawia się zabójcza dawka endorfin, z którą z początku nie potrafimy sobie poradzić.


W takich miejscach zdajesz sobie sprawę jak niewiele wystarczy do szczęścia. Jak niewiele zależy od tych wszystkich współczesnych rekwizytów obok nas, jak mało znaczą przypadkowi statyści w naszym codziennym życiu. Jeśli istnieje jakakolwiek recepta na szczęście to szczęściem zdecydowanie jest spokój. Wszechogarniający spokój duszy i ciała. Symbioza pomiędzy sercem a mózgiem. Żadnych domowych wojen pomiędzy ośrodkami czucia.
Dobrowolne oddanie się chwilą. Zapisywanie obrazów wraz ze wszystkimi zmysłami. Rejestrowaniem momentów, gdy atramentowe morze styka się z złocistym piaskiem.
W nowych miejscach możemy spojrzeć na wszystko inaczej. Pogodzić się z przeciwnościami, które rzucane są pod nasze nogi w miejscach, w których zwykliśmy przeżywać nasze życie. Wszystko zależy od nas jak wiele potrafimy znieść i jak dużo sobie przetłumaczyć. Czy potrafimy stawić czoło tak przyziemnym, ludzkim i oczywistym sytuacją, które spotykały każdego i napotkają każdego z nas. Czy zdobędziemy się na umiejętność bezpowrotnego pożegnania.



Po powrocie już nigdy nic nie będzie takie samo. Pamiętne słonce zawsze pojawi się w przykrych momentach a wspomnienia rozświetlą zamroczoną rzeczywistość. Po powrocie odwaga i chęć życia sprawia, że zaczynamy robić coś czego nigdy wcześniej dobrowolnie byśmy się nie podjęli. Choć wracając znowu zakorzeniamy się i stajemy się z pozoru tą samą osobą. Nasze wnętrze na zawsze pozostanie odmienione do czasu, aż ponownie wpije się w nas pasożytnicza melancholia, która raz zakosztowana nigdy nie pozostawi nas bez zgorzkniałego smaku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz