18 lip 2016

2249





Podupadle i nieczule przyszło zasypiać w pustym pokoju. Otulać wrak ciała nieogrzaną pościelą. Budzić się w rytmie nie wyczekiwanego brzasku. Od pierwszych chwil dobrowolnie spisując dzień na stratę. Z lekkim przerażeniem mijając podobiznę w lustrze. Rozpoczęta niekończąca się ucieczka.

Niewymagająca rozgrywka nie dobiegła końca. Zmrużone powieki i bruzdy w okolicy policzka. Obrzmiałe kończyny i siniak nieodłączny kompan lewej kostki.
Zimna posadzka lśni w kroplach nocnego deszczu. Dłonie drżą a zapalniczka odmawia posłuszeństwa. Pozbawia możliwości porannej dawki trucizny. Zmęczenie, którym przyszło oddychać i niepokój, który zwykliśmy jadać. Zatruci i wstępnie przerzuci zostawiamy za sobą nieudolną przeszłość. 
To wszystko. Dużo i mało zarazem.
W rękawach zabrakło mi już asów. Więc chociaż udawaj, że mnie kochasz.
Przerażenie i czynna niegotowość. Emocjonalny samogwałt.
I tak w kółko aż do wieczora.
Banalnego w swej oczywistej prostocie.
Porzucony kokon dnia na parapecie lastryko przy oknie. Nieprzyjemny schemat i ponowne gnicie w zimnym świetle żarówki. Trawienie przerośniętych myśli i osiąganie wszystkiego w życiu po raz kolejny. Zagorzała nasza niedojrzałość. Kiepsko rokuje się realność. Nietrafne obsadzenie w codzienności. Źle dobrane role i zbyt przewidywalny scenariusz.
Tęsknota ściska przy aorcie. Wyznacza rytm w którym sen wygrywa z nieokiełznanymi stymulacjami.

Dzisiaj jednak możesz spać spokojnie. Gdzieś tam pomiędzy istnieją miejsca gdzie wczoraj nie istnieje.