Podupadle i nieczule przyszło zasypiać w pustym pokoju.
Otulać wrak ciała nieogrzaną pościelą. Budzić się w rytmie nie wyczekiwanego
brzasku. Od pierwszych chwil dobrowolnie spisując dzień na stratę. Z lekkim
przerażeniem mijając podobiznę w lustrze. Rozpoczęta niekończąca się ucieczka.
Niewymagająca rozgrywka nie dobiegła końca. Zmrużone powieki
i bruzdy w okolicy policzka. Obrzmiałe kończyny i siniak nieodłączny kompan
lewej kostki.
Zimna posadzka lśni w kroplach nocnego deszczu. Dłonie drżą
a zapalniczka odmawia posłuszeństwa. Pozbawia możliwości porannej dawki
trucizny. Zmęczenie, którym przyszło oddychać i niepokój, który zwykliśmy
jadać. Zatruci i wstępnie przerzuci zostawiamy za sobą nieudolną przeszłość.
To
wszystko. Dużo i mało zarazem.
W rękawach zabrakło mi już asów. Więc chociaż udawaj, że
mnie kochasz.
Przerażenie i czynna niegotowość. Emocjonalny samogwałt.
I tak w kółko aż do wieczora.
Banalnego w swej oczywistej prostocie.
Porzucony kokon dnia na parapecie lastryko przy oknie. Nieprzyjemny
schemat i ponowne gnicie w zimnym świetle żarówki. Trawienie przerośniętych myśli
i osiąganie wszystkiego w życiu po raz kolejny. Zagorzała nasza niedojrzałość. Kiepsko
rokuje się realność. Nietrafne obsadzenie w codzienności. Źle dobrane role i
zbyt przewidywalny scenariusz.
Tęsknota ściska przy aorcie. Wyznacza rytm w którym sen
wygrywa z nieokiełznanymi stymulacjami.
Dzisiaj jednak możesz spać spokojnie. Gdzieś tam pomiędzy istnieją
miejsca gdzie wczoraj nie istnieje.
Nie mogę uwierzyć, że są tak wrażliwi faceci...
OdpowiedzUsuńNie wiem czy określenie ,,facet" jest trafne do mojej osoby ale dziękuję .
Usuń