Niepokojąco szybko odnalazłem siebie w tym
wszechogarniającym bałaganie. Mimo pędzącego, stałego pogrążania się w objęcia
uczuć. Bez opamiętania dobrowolnie doprowadzam do tego stanu. Rozkładam dłonie
i przyjaźnie witam się z nieznanym. Kolejna
noc, która rozpoczyna się tęsknotą. Kolejna, która zakończy się nietrzeźwymi
myślami. Zwykliśmy już zakłócać swoje myśli, rozstrajać swoje postanowienia. Nie krytykujmy.
Dopiero dziś gdy kończy się lato, które niepostrzeżenie
minęło nam na łapaniu najpiękniejszych chwil. Dopiero dziś można zacząć myśleć
o konsekwencjach wyboru. Wpatrywaniu się w oczy i słuchania tylu słów. Tego
wszystkiego co działo się w didaskaliach codzienności. Dziś właśnie dziś. Droga
mleczna na skos od skroni. Mimo odległości. Tak blisko siebie. Nie zaprzeczysz,
też ją widzisz.
Zimne noce to początki wczesnej jesieni. Dziś jesień ma swój
nieoczekiwany debiut. Mimo zwiastujących pierwszych zapachów w stolicy
małopolski.
Zaskoczenie towarzyszy jak co roku. Rozczarowanie zdziera
uśmiech i pozostawia w oparach dymu. Inauguracja nowego etapu czeka za
drzwiami. Idiotycznie udając, że kompletnie jej się nie śpieszy. Wszystko to
zmieszane atakuje z każdej strony.
Gwiazdy mienią się w przeźroczystej szklance. Nocny chłód
kostnieje palce.
Zimna pościel i zbyt duże łóżko. Niespokojny oddech i
niespokojne sny. Niezadawalające odbicie o poranku. Niepotrzebny mi początek
dnia, gdy zaczynam go sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz