4 kwi 2014

NIGHT EFFECT


Znowu narasta we mnie podłe uczucie bezsilności. Czuje jak zjada powoli mnie od środa. Zaczyna wypełniać serce zobojętnieniem i niepożądaną goryczą. Kolejny już raz zapadam się we własnym łóżku spadając tak bez kresu w dobrze znaną mi otchłań.
Niestety spotykaliśmy się już wiele razy. Może dlatego nic innego nie zna więcej moich słabości.
Rozsypuje się bez ograniczenia, bo czasami po prostu przychodzi taki moment, że nie potrafimy albo nawet nie staramy się i bez walki ulegamy emocją. Na nic zdadzą się teraz nasze nieprzemyślane słowa, krzyk też nie pomoże a łzy niczego nie załagodzą. Czasem cisza męczy bardziej niż wszystko inne.
I ilekroć byśmy powtarzali, że to ten ostatni raz załamujemy się bez powodu by go w końcu znaleźć dobrze wiemy, że to i tak na nic. Nie wiem ile w tym masochizmu a ile przypadku ale do tych wieczór da się w końcu przywyknąć. Efekt nocy przecież tkwi od zawsze w każdym z nas. Tylko czasem wymyka nam się czas a czasem próbujemy pozbyć się go sami. Wspomnienia dziś bolą. Roztrząśnięte myśli wirują naokoło mieszając się z charakterystycznym dla tego stanu zimnym powietrzem. Zakopanie się tą histeryczną mieszanką nigdy nie wróżyło niczego dobrego.
Więc chyba nie warto już tracić resztek sił na próbę wzięcia głębokiego oddechu. Raz nie zawsze ... ten jeden raz przecież możemy pokazać przed sobą słabość spadając jeszcze troszkę niżej niż zawsze.

1 komentarz: