Szybkie poranki przestały kusić promieniami słońca a wieczory nie trwają już na tyle długo by można było zanurzyć się jeszcze raz w ich ciszy. Gwiazdy przyćmiewają gęste chmury a noc na nowo staje się jedyną osobistą porą . Jesień z dnia na dzień jest coraz bliżej a ja prawdopodobnie pierwszy raz w życiu nabrałem ochoty na tą parszywą aurę.
Może zbyt uporczywe lato zmęczyło swoją beztroską a może to tylko niedosyt i pragnienie przebrnięcia przez to co najgorsze. Niemniej jednak chcąc nie chcąc czeka nas kolejne kilka miesięcy, w których prawie każdy z nas daje wkręcić się w koło, które bezustannie nie przestaje się kręcić. Zatraca się gubiąc za sobą każdy kolejny dzień, aż do momentu gdy spostrzeże, że na drzewach nie zostało już nic czym wiatr mógłby zaszeleścić.
Ludzie szykują się na całe dnie spędzone poza domem, próbują prowadzić solową terapię, by tym razem nie zwariować i nie poczuć niepewnego uczucia, które pojawia się właściwie nie wiadomo kiedy i nie wiadomo czego mogło by się tyczyć, ale niestety za każdym razem dokucza tak samo. Pozbawia nas endorfin zostawiając z uczuciem pustki i spięcia.
Po przeciwnej stronie negatywnej jesienni widać pozostałości słońca, złoto sypiące się z drzew i czas w którym niczym wiosną nawet przeciętna błahostka może sprowokować do inspiracji.
Nie zaspokaja mnie już gdybanie, niestarcza mi czasu na rozbicie poprzedniego dnia dlatego wiem, że gdy następnym razem gdy będę pić poranną kawę będzie już po wszystkim. W tym czasie zapewne jak co roku zgwałcę cała dyskografie hey'a przeplatając chwile wytchnienia innymi z pozoru nieradosnymi dźwiękami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz