28 gru 2014
#0
25 gru 2014
Nothing Was the Same
Czas potrafi zamordować wszystko. Wydrzeć z nas doszczętnie wszystko. W ułamku sekundy pozostawić nas z niczym. Ludzie natomiast potrafią zrujnować coś, czego jeszcze wczoraj byliśmy najpewniejsi w życiu. Bez przygotowania rozkruszają cały ląd po, którym przyszło nam stąpać. Bez przyzwyczajenia pewnie każdy zdołał by podołać, lecz przyzwyczajenie jest największą porażką jaką sami sobie fundujemy. Z dnia na dzień bez kontroli dajemy wtapiać się w coś, co potem i tak okaże się bezsensem. Tak za każdym razem. Dopiero gdy spotykasz się sam na sam z rozumiesz, że kolejny raz popełniłeś ten głupi niewybaczalny błąd - przyzwyczaiłeś się.
Lecz koło toczy się dalej i nawet do rozczarowań można przywyknąć. Na początku gryzie podobnie jak pozostawiony smak po zbyt mocnej kawie, niszczy ogólne złudne poczucie, że wszystko jest tak jak być powinno. Potem mija, jak zresztą wszystko. Z każdą następna sekundą zdajesz sobie sprawę, że już po wszystkim, że kolejny raz jesteś niezależnie wolny.
Po tym wszystkim nie jestem już do końca pewien, czy jednak życie to nie film.
Niespodziewanie pierwszy raz od dłuższego czasu na prawdę nabierasz powietrza w płuca. I chyba tylko w takich momentach nic ani nikt nie jest w stanie cię powstrzymać od czegokolwiek co pojawi się w głowie. Tak można by było zdefiniować szczęście. Stan w którym spokój ogarnia cię całego nie należysz do nikogo nie należysz do niczego. Każdy Twój następny krok zależy tylko od Ciebie, z pełną świadomości możesz dokonać wszystkiego. Dlaczego więc tak często nie potrafimy żyć samodzielnie? Dlaczego pokładamy nadzieje, dlaczego wybiegając w przyszłość wiążemy plany z kimś, kto ma zupełnie inaczej zapisany scenariusz życia. Przecież dopiero gdy mamy przed sobą czystą kartkę możemy napisać coś nowego, dopiero gdy my jesteśmy czyści jak ta kartka potrafimy stworzyć w swoim życiu coś nowego.
Czas potrafi zmodyfikować wszystko, pozmieniać, pokrzyżować najczęściej wbrew nas, jak by zawsze chciał zaszokować nawet samego siebie. Mimo to od dłuższego czasu tylko jemu można powierzyć część samego siebie. Poddać się i w spokoju czekać na rozwój wydarzeń. Nie warto walczyć gdy na starcie wiemy, że nie mamy już szans. Spokój, który sami możemy sobie zaoferować jest najlepszym przyjacielem dla czasu.
Tegoroczna jesień zdaje się nie mieć końca zamiast śniegu i mrozu, który mógłby choć na chwilę zmienić aurę rutynowych chłodnych dni przepełnionych wiatrem, codziennie od kilku tygodniu budzimy się w środku października.
Przekopany przez krety trawnik codziennie przypomina mi o mojej przekopanej przez noce głowie. Zdezelowany stan mimo wszystko chyba już odchodzi w niepamięć. Pustki zapełniane są czymś nowym, czymś niejednoznacznym, czymś co warto odkryć.
Świat podupadł na zdrowiu zwariował podobnie jak wszyscy ludzie, teraz nawet śnieg w zimę nie jest pewny, teraz nawet deszcz nie jest jednoznaczny. Teraz nawet święta nie są wyczekiwane. Łatwiej jest wydać osiem złotych i kupić zapach świąt w kubku z kawą. Po co się fatygować, przecież już nikt nie zwraca uwagi na drobiazgi.
Czas zmienił już niejeden raz każdego z nas i pewnie jeszcze nieraz ockniemy się w tym samym momencie jak ten. Będziemy siedzieć sami ze sobą i mimo przepełnienia materialnością będziemy znowu czuć, że nie mamy już nic. Dopiero wtedy wszystko zacznie się dziać się na nowo, dopiero wtedy my urodzimy się na nowo.
1 gru 2014
#20
Zimno przeszywało tak bardzo, że zaczerwienione zdrętwiałe dłonie przestały okazywać jakiekolwiek ciepło. Rozdygotane ciało nieogrzane i niezadbane. Powietrze ani drgnęło. Kruchy szron rozprzestrzeniał się wszędzie gdzie tylko wzrok mógł dojrzeć. Z ust umykał dym w dłoni dogasał papieros a posmak porannej gorzkiej kawy pobudzał kubki smakowe. W uszach bezpieczny dźwięk dobrze znanej piosenki, idealnie wpisującej się w zaczynająca się zimową aurę. Przyśpieszone kroki rozszarpujące przyćmioną poranną mgłę. Spieszył się choć sam nie wiem gdzie przecież już od dawna nie ma gdzie uciec.
W nocy gdy znowu nie potrafił spać, kolejny raz do głowy przyszłaś mu Ty i w właściwie nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie zastanowienie. Zastanowienie nie może istnieć jeśli mówimy o uczuciach, uczucia nie mogą istnieć jeśli nie uwzględnimy łez...
Zbyt krótko to wszystko trwało by mogło wpisać się gdziekolwiek oprócz wspomnień, które niestety nigdy nie zawodzą. Grudniowe dni nie zapowiadają się nadzwyczajnie, choć nie wypada wywoływać zbyt wcześnie rutyny. To ona ogarnęła posępne twarze ludzi, których przyszło nam mijać każdego dnia.
Wiele razy widziałem już te twarze tak przesadnie przemęczone. Spojrzenia pełne smutku i pustki. Wyryte najokropniejsze chwile i nieskończona ilość niespełnionych marzeń. Długie nieprzespane noce zapisane w oczodołach. Oczy, w które pewnie już nie raz zaglądała śmierć. Pełne przygnębienia i bólu mimo z pozoru pozytywnego grymasu, wpisanego w rutynę dnia codziennego. Kilka zmarszczek w okolicach zdewastowanych ust, od niekontrolowanego śmiechu, którego przecież było zbyt mało. Teraz już używane tylko do krótkich niezmieniających nic wypowiedzi.
Puste słowa, bez namysłu rzucane do ludzi, które mają zapewnić spokój. Odbijane tak szybko jak tylko zdążą się wydostać. Bez namysłu. Niekontrolowane odruchy zdenerwowania, dygoczące ręce i płytki oddech. Poobgryzane paznokcie i liczne blizny niczym zapis pewnie już zapomnianego dzieciństwa. Zamaskowane wszystkie uczucia ulatujące gdzieś w niezadbanych niedociągnięciach. Warsztat aktorski chyba nigdy do końca nie będzie perfekcyjny. W niektórych momentach każdy się potyka pokazując jak jest na prawdę.
Długie chwile milczenia tak bardzo nieprzyjemne. Przeszywające każdy centymetr opustoszałego ciała, z którego świat zdołał wyssać już wszystko nie pozostawiając nic co mogło by dać choć chwilę szczęścia. Tak wygląda rutyna. Gdy choć raz przyznamy się przed sobą, że nas ogarnęła już nigdy nas nie opuści, a my już nigdy nie odetchniemy prawdziwym niestłamszonym powietrzem. Nic oprócz przyzwyczajenia tak bardzo nie boli niż brak jakiegokolwiek sensu.
Podnosząc się rano z łóżka przecierając zaspane oczy czujemy jeszcze jakikolwiek sens?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)