23 wrz 2014

#31



***


Łatwo przyszło nam mijanie się z dniem. Niewyreżyserowana strategia stykania w schematycznych porankach, wyrzuca i zakopuje zgorzkniałe nocne myśli. Duszne sypialnie z zaparowanymi szybami odbijają sny, którymi zdążyły na dobre przesiąknąć. Zaczynają wygasać uliczne światła a z zewnątrz rozpływa się powietrze, które nie daje już życia.
Stłumione szepty zaspanych ludzi kryją się w oszalałych liściach, które zaczęły już wirować bez sensownego rytmu. Rutynowo przewracając się pomiędzy nienadążającymi krokami.
Przyzwyczajenie nigdy nie będzie realne a łudząca obrona nigdy nie będzie skuteczna. Niewyjaśniona przypadłość podłych dreszczy w dzień dwudziestego trzeciego września.
I mimo pełnego uczucia znienawidzenia niczego tak nie brakowało jak nieprzypadkowego powodu.









15 wrz 2014

#30



Celebracja nocy przyzwyczaiła do wymuszania niejednoznacznych myśli. Uporczywy blask księżyca nieświadomie prowokował swoim chłodnym blaskiem. Odbijał się w niedomytym oknie oślepiając przemęczone intensywnym dniem oczy.
Stworzona sytuacja nie była niczyim pomysłem. Przestaliśmy już ingerować w los. To przypadek wdarł się w raz z ostatnimi zawahaniami, zapalając we mnie najwidoczniej ostatni raz uczucie nocnej frustracji.
Poddałem się . Kolejny raz uciekłem mimo ze brakowało w tym obietnicy.
Pierwsza myśl znamiennie intymna. Kroki ucichały z każda sekundą. Rozległa się cisza, która nawet nie starała się by irytować.
Towarzystwo zamkniętych oczu, przerzucało obrazy w inne sytuacje i miejsca. Pierwsze wyobrażenie, które tylko zaoszczyło każdy instynkt z osobna, było czymś niebanalnym.
I nagle znowu wydawało mi się ze jestem w dwóch różnych miejscach...
Spoglądam na Twoje zamknięte powieki. Czy stoję zbyt daleko by choć poczuć Twoje ciepło?
Zmieszanie odbijało się głucho.
Ty również się poddałaś. Bezgranicznie obdarzony zaufaniem mogłem spoglądać jak tkwisz idyllicznie w śnie.
Duchotę zabijało chłodne powietrze do momentu gdy przerośnięte krople zaczęły muskać twoja skórę. Rozmywało się wszystko i już na niczym nie potrafiłem się skupić.
I dopiero gdy zaczęłaś znikać z każdą następną kropla zrozumiałem, że nie mogłem być w dwóch różnych miejscach, bo nawet przez chwile nie byłem w żadnym z nich.

10 wrz 2014

BEGINNINGS



Szybkie poranki przestały kusić promieniami słońca a wieczory nie trwają już na tyle długo by można było zanurzyć się jeszcze raz w ich ciszy. Gwiazdy przyćmiewają gęste chmury a noc na nowo staje się jedyną osobistą porą . Jesień z dnia na dzień jest coraz bliżej a ja prawdopodobnie pierwszy raz w życiu nabrałem ochoty na tą parszywą aurę.
Może zbyt uporczywe lato zmęczyło swoją beztroską a może to tylko niedosyt i pragnienie przebrnięcia przez to co najgorsze. Niemniej jednak chcąc nie chcąc czeka nas kolejne kilka miesięcy, w których prawie każdy z nas daje wkręcić się w koło, które bezustannie nie przestaje się kręcić. Zatraca się gubiąc za sobą każdy kolejny dzień, aż do momentu gdy spostrzeże, że na drzewach nie zostało już nic czym wiatr mógłby zaszeleścić.
Ludzie szykują się na całe dnie spędzone poza domem, próbują prowadzić solową terapię, by tym razem nie zwariować i nie poczuć niepewnego uczucia, które pojawia się właściwie nie wiadomo kiedy i nie wiadomo czego mogło by się tyczyć, ale niestety za każdym razem dokucza tak samo. Pozbawia nas endorfin zostawiając z uczuciem pustki i spięcia.
Po przeciwnej stronie negatywnej jesienni widać pozostałości słońca, złoto sypiące się z drzew i czas w którym niczym wiosną nawet przeciętna błahostka może sprowokować do inspiracji.
Nie zaspokaja mnie już gdybanie, niestarcza mi czasu na rozbicie poprzedniego dnia dlatego wiem, że gdy następnym razem gdy będę pić poranną kawę będzie już po wszystkim. W tym czasie zapewne jak co roku zgwałcę cała dyskografie hey'a przeplatając chwile wytchnienia innymi z pozoru nieradosnymi dźwiękami.